poniedziałek, 9 marca 2015

Jedziemy na "Kolosy"

 
Byliśmy rok temu, jedziemy i tym razem. Na krótko, na sobotę i wiele nas ominie. A w programie i Aleksander Doba, i Krzysztof Wielicki, i świeży Polak - Denis Urubko. A tak po cichu - nasz Istambuł też będzie. Niestety Rafał się nie wyrobi w robocie i nie dojedzie. Swoje pół godziny mamy w sobotę o 10.30, w budynku Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego. O 15 nasi znajomi - Geo Team z Rafałem Kuzimskim o wyprawie do Azji Centralnej.

środa, 25 lutego 2015

Piotr Kuryło u nas.

Od lat staramy się zapraszać podróżników. W tym roku na "Wieczór z dalekiej podróży" zawita Piotr Kuryło. Swoim nagrodzonym "Kolosem" biegu dookoła świata rozpala wyobraźnię biegaczy. W telewizji można było podejrzeć kilka scen, w których trenuje ciągnąc za sobą oponę niczym Justyna. Szukając informacji o Piotrze Kuryło dotarłem także do bardzo kontrowersyjnych, które tu pozwolę sobie przemilczeć.
Zaprosiliśmy także naszego kumpla "rower-owca" z Ostrzyc - Tomka Plichta. Ślady jego bytności znaleźliśmy w muzealnej księdze w podstambulskim Adamopolu. Tomek samotnie dojechał rowerem na koniec Europy. Z flagą Kaszub na bagażniku.

Dom Kultury w Czersku, 6 marca, godzina 15.oo.


a to taki stary mem, stary, ale jary:


czwartek, 29 stycznia 2015

Janek Gracjasz

 

Janek Gracjasz pierwszy z lewej


Jedna z ciekawszych postaci spotkanych przeze mnie na zawodach w ostatnich latach to Janek Gracjasz. Spędziliśmy w samochodzie wiele czasu w podróży do Estonii. Opowieści wystarczyłoby na kilka takich podróży. Ponieważ Janek startował w kategorii super weteranów, jego wspomnienia sięgały czasów niemal prehistorycznych i dokumentowały pewnie początki orienteeringu w Polsce (tak przynajmniej mi się wydawało). Jana poznałem pierwszy raz (choć nazwisko było znane mi wcześniej) na zacnych zawodach - MŚ w rogainingu w Czechach. Startował z Andrzejem Krochmalem i ich występu do dziś nie mogę im wybaczyć. Po kilkudziesięciu godzinach latania po górach za lampionami stwierdzili, że nie ma to specjalnie sensu, na pewno mają przegrane i lepiej pójść na piwo. Tak zrobili. Jak wszyscy przybiegaliśmy na metę, chłopy były już całkiem wypoczęte i trzymały w ręku napoje. Ogłoszono wyniki, i: gdyby te kilka ostatnich godzin spędzili w lesie, zostaliby Mistrzami Świata ze sporą przewagą. Lenistwo kosztowało ich jakikolwiek medal. Historia ta sugeruje, że Jan to trochę groteskowy zawodnik. Nic bardziej mylnego. Przecież Janek Gracjasz to twardziel. Obstawiał ostatnio wszystkie długodystansowe orienteeringi, a rogainingowe złoto z Andrzejem zdobył w Hiszpanii pół roku później na Mistrzostwach Europy. W swojej kategorii wiekowej zawsze czołówka, wielu młodszych chciałoby móc dorównać mu kroku. Siła kroku Janka brała się z ogórków. Jadł je przed i na zawodach. Jadł je cały rok - moc ogórków gromadziła się w organizmie i w moc ogórków wierzył.
W tym roku odbywają się MŚ w rogainingu w Finlandii. Planowaliśmy jechać, Janek też. Wczoraj dowiedziałem się, że Janek nie pojedzie. Nie pojedzie już na żadne ziemskie zawody...



niedziela, 21 grudnia 2014

WYTOP dla Oley'a

Każdy kto trochę biega po lesie ma kontakt z kleszczami. Wyciąga się ich ileś-tam rocznie. Wielu jest świadomych ryzyka, ale mało kto odmawia sobie obcowania z przyrodą. Starannie wykręcamy kleszcze aby nie zostawić szczękoczułek lub nogogłaszczek. Szybkim ruchem aby nam nie zwrócił zawartości żołądka pod skórę. Martwimy się przy każdym zaczerwienieniu podejrzewając je o symptomatyczny rumień. I jakoś cieszymy się, że ciągle nas nie dopada...

Jednego z naszych kolegów niestety dopadło. Michał "Oley" Olejniczak startuje od dawna z nami, mimo odległości widzimy go często na naszych zawodach. I dotychczas nie zdawaliśmy sobie sprawy, że Oley choruje na boreliozę. Choruje przewlekle i medycyna nie ze wszystkim sobie radzi. Skromnie możemy jemu pomóc - wystarczy wystartować w biegu charytatywnym. Więcej informacji na facebook'owym wydarzeniu WYTOP. Sami też sobie pomożemy w spalaniu poświątecznych gigakalorii.

28 december     -     Sopot     -     12.00


wtorek, 2 grudnia 2014

Bieganie>>



Do głównych partnerów medialnych szczęścia nie mieliśmy. Ale zgłosił się do nas Jakub Wolski z magazynu Bieganie z prośbą o relację. Oczywiście z wielką chęcią napisaliśmy co nieco i podesłaliśmy fotki. I tak oto pojawiliśmy się w kioskach w co większych miastach w numerze grudniowym (w Czersku "Bieganie" raczej nie schodzi więc nie ma)


sobota, 25 października 2014

Latarnie Gruzji

Wybrzeże gruzińskie jest niewielkie, więc latarni podobnie jak w Abchazji - niewiele. DoRóżnica jest taka, że wszystkie stały i nie niszczały. Do portów wpływały też statki. Inaczej niż a Abchazji, gdzie nawet rybackich łodzi nie widzieliśmy, a jedyny duży port w Suchumi wyglądał "rdzawo i pustawo". Znów posłużymy się Rowlett'owym katalogiem.

1. Anaklia.
Tu nie dojechałem. Byliśmy świeżo po kradzieży smartfona, nowy dopiero kupiony i wgrywałem właśnie softy. Jeden z softów posiadał wszystkie latarniane locje.

2. Kulevi.
Pojechałem znowu sam, myśląc że objadę to szybko. Okazało się że polna droga była na tyle wyboista a upał tak duży, że 15 km jechałem ponad godzinę. Wracałem dwa razy dłuższym objazdem asfaltowym, a biedny Rafał te kilka godzin czekał na mnie przy drodze... Taki most musiałem przejechać:
Latarnia w Kulevi znajdowała się w dużym gazoporcie, oczywiście jej szkieletowa sylwetka nikogo raczej nie zachwyci. To ta czerwona wieża w głębi na środku fotki.

3. Poti.
Poti to największy port, czyli okno na świat Gruzji. Głośno było o tym mieście w czasie wojny 2008, ponieważ było bombardowane przez rosyjskie lotnictwo. W Poti jest jeden nabieżnik składający się z małej stawy na portowym pirsie i odległej latarni morskiej. Latarnia jest udostępniona do zwiedzania, w środku fotografie przedstawiające jej historię. Poznałem również dyrektora całego latarnianego kompleksu, który pochodził z Abchazji i wcześniej pracował na latarni w Gagrze. Latarnia w Poti jest jedyną którą mogłem zwiedzić podczas całej wyprawy.






Port, na końcu pirsu frontowa stawa nabieżnika.



4. Kobuleti.
Coś czego nad Bałtykiem, gdzie są piękne latarnie, niespotkamy. Czyli kolejna żarówka na hotelowym dachu.
Ten "cypek" na dachu.


5. Batumi.
Perełka Saakaszwilego, który ponoć uruchamiał strumienie pieniędzy na rewitalizację miasta. Pojedyncze budynki może i robią wrażenie, jednak w całości to architektoniczna kakofonia. Zdecydowanie lepsze wrażenie robią te uliczki, które jeszcze "pachną" starocią. Wszystkie przedstawione tu obiekty nawigacyjne stoją na niewielkiej przestrzeni i najdłuższa odległość między nimi nie przekracza kilometra. Oto pierwsza para nabieżnika:

Nabieżnik przy głównym wjeździe do Batumi z północy.

Przedni nabieżnik - dokładnie nad lewą palmą.

Ten sam, przedni nabieżnik - dokładnie nad nazwą statku na burcie.
port

Na lewo biało-czerwona latarnia/główka wejściowa, prawdopodobnie również tworząca nabieżnik.
Druga para świateł. Zagadkowa. W katalogu opisana jako nabieżnik. Wieże stoją jednak niemal obok siebie i są identyczne (różni je jedynie kolor - jedna seledynowa, druga pomarańczowa). Nie wyglądały jak stawy i długo się kręciłem obok nich zanim się spostrzegłem że to one.




Latarnia główna:







 

niedziela, 12 października 2014

Biegamy, a Rafał nawet wygrywa.

Podium w Czersku

Tak po-wakacyjnie zdążyliśmy już parę biegów zaliczyć. Był to coroczny czerski bieg na którym stanęliśmy razem na podium w kategorii "po czterdziestce", co z uwagi na czteroosobową obsadę specjalnym wyczynem nie było. Był też cross w starogardzko-owidzkim grodzisku. Ale najbardziej godny uwagi był pierwszy gocki maraton w Odrach/Wojtalu (czyli znów w gminie Czersk). Rafał postanowił wykorzystać bliskość tego wydarzenia jak i zbudowaną na wyprawie formę. Wynikiem 3.10 wygrał kategorię open. Można zatem powiedzieć, że życiorys ma znacznie bogatszy. Wygrać maraton nie każdemu pisane.

Maratoński triumf Rafała
Takie po-wyprawowe echo:
Bardzo miły tekst o naszej ekspedycji autorstwa Igora Błachuta ukazał się tu: team360. Dzięki!
Jednocześnie z przykrością musimy napisać, że nasza pocztówkowa akcja nie wypaliła. Wypisaliśmy ich prawie czterdzieści. Wcześniej usilnie ich poszukiwaliśmy. Plik pocztówek zostawiliśmy w recepcji hotelu ludziom którzy wydawali się dla nas mili przez cały pobyt i mieliśmy prawo im zaufać. W sumie chyba nie odlepiali tych znaczków...


a to w Owidzu, z Dżekim i Kosą, dziewczynki z dyplomami to moje córy