czwartek, 8 sierpnia 2019

100-love


Chciałem zabrać dzieci w góry. Bez mamy i bez domowych zwyczajów, czyli "nie ma kakao na dobranoc". Tak, aby poznały choć trochę obozowe życie (choćby to "schroniskowe"), aby się spociły zanim zobaczą pocztówkowy widok. Nie chciałem ich jednak zbytnio męczyć długimi wyprawami, a góry miały być atrakcyjne. No i miała być też zagranica.


Są tylko jedne góry w Polsce, które spełniają wszystkie kryteria - najlepsze góry na wyjazd z dziećmi. Góry Stołowe.



W tych górach bywałem wielokrotnie i znam tam prawie każdą ścieżkę. Piękne góry latem, surowe zimą. Mnóstwo pobudzających wyobraźnię, fantazyjnych skałek. Widzieliśmy wiec skalne grzyby, głowę małpy, wielbłąda i wiele innych. Zwiedzaliśmy: straszne rzeczy - jak Kaplica Czaszek, ciekawe - wizyta w sadzie starych odmian jabłoni, niesamowite dzieła rąk ludzkich - jak szopka w Pstrążnej i muzeum modeli kartonowych, a niesamowite dzieła natury - zasadniczo wszędzie. 




Wielu znajomych wróżyło mi porażkę - jechałem sam z czterema nastolatkami. Wątpliwości słyszałem wiele i krótko przed wyjazdem zaczynałem mieć obawy. Cóż, nie ogarnąłem tylko jednego - czesania włosów. Pomogła mi w tym Irenka - dzięki!




Co jedliśmy. Mieliśmy jedną ważną zasadę, która często nie działa w domu - nie marnujemy jedzenia. Stąd jedliśmy wczorajsze bułki a śniadania trwały długo - do ostatniego kęsa. Mieliśmy też próbować coś, czego nie lubimy jeść. Długo będziemy pamiętać Klarę, która z wielką determinacją jadła bułkę z dżemem. Okazało się że nikt z nas nie lubi dżemu! Niewypałem okazał się smażony ser w Czechach - miały być opory, a zajadali się wszyscy. Groźnie zapowiadał się paprykarz - bunt zapowiadała nawet Irenka. Niestety. Paprykarza w sklepach nie widzieliśmy, dziewczynom ulżyło. Świetny obiad zrobiła Irenka - spaghetti z smażonym słonecznikiem i suszonymi pomidorami. Jedzenie przygotowywaliśmy sami, dziewczyny sprzątały kuchnię i zmywały. Co jak się okazało nie było łatwe. 




W górskich wędrówkach towarzyszyły nam skrzynki - cache. Jest taka zabawa terenowa "w szukanie skrzynek". Skrzynki na terenie PN Gór Stołowych są rewelacyjnie przygotowane. Pomysłowość, polot, finezja. Najbardziej nam się podobała walizka Goethego. Aby się do niej dostać rozwiązaliśmy quiz, aby ją otworzyć szukaliśmy szyfru, aby się wpisać używaliśmy gęsiego pióra. A dodatkowo w środku były kupony na darmową czekoladę. Jak pyszna ona była pokazuje umorusany uśmiech Klary.






Moje córki najbardziej wspominają "bekę" którą sobie często robiliśmy. Widoki podobały im się na miejscu, ale teraz już za nimi nie tęsknią. Pytałem się córek, czy pojadą ze mną za rok. Nie. Ale Inka dodała: tak, jeśli tylko pozwolisz nam chodzić po pionowych skałach :)































czwartek, 30 maja 2019

Prawie sto osób szukało wilka z lasu...

Jedyny zwierz który dał się sfotografować. Wilk?

Wilka ni widu ni słychu. A biegano i jeżdżono niemal wszędzie w promieniu 10km od Legbąda. Rozbudził wyobraźnię, obiecywał adrenalinę przy bliskim spotkaniu, i się nie pojawił... 




Rower Billa. Ścieraliśmy pajęczyny przed startem...

Kasia i Pauliny, Ib LO Czersk - bez wolontariuszek jak bez ręki


Jak zwykle pogoda była piękna, przyroda dzika, punkty niełatwe. Jedna trzecia z niemal setki uczestników to zawodnicy z Osia skupieni wokół Bractwa Czarnej Wody. Startują często, zdobywają puchary, trudno więc żeby u nas nie wygrali. W kategorii dziecięcej (TD) "Azymut" Osie nie wpuścił na podium nikogo innego. W kategorii młodzieżowej (TM) zwyciężyła także drużyna z Osia, jednak dziewczyny z SP1 w Czersku stanęły na podium: Paulina Pestka, Kinga Rafińska i Kinga Czapiewska na drugim stopniu, Zuzia Rafińska, Agata Brzezińska i Magda Linda na trzecim. TJ - czyli rywalizację juniorów wygrała startując samotnie Julia Aniszewska z Osia, dalej na podium stanęły dziewczyny z LO Czersk: Marcelina Stosik i Ola Laska oraz Marta Czaja i Agata Stosik.


Agata, Zuzia i Magda - SP nr 1 Czersk

Julia Aniszewska Osie - pierwsza TJ. Za szybka dla rywalek, za szybka dla aparatu...


Marcelina i Ola, drugie TJ, LO Czersk

Agata i Marta, 3 miejsce TJ, LO Czersk
Rogaining wychodzi nam specyficznie. Startuje niewiele osób, więc jest to impreza kameralna. Jednak zawsze przyjeżdżają zawodnicy na tyle mocni, że rywalizacja jest dość zaciekła. Wygrał Paweł Ćwidak, który w zasadzie wygrywa prawie wszystko w czym startuje - niczym Midas zamienia starty w złoto. Drugie miejsce przypadło Janowi Parzybutowi z Pniew, który tym samym walczył o punkty do Pucharu Polski w Długodystansowych MnO - - obecnie jest liderem w klasyfikacji weteranów. Trzecie miejsce zawsze pechowe, teraz pechowe szczególnie (bo strata wyniosła zaledwie jeden punkt) wybiegał nasz zawodnik - Szymon Zabrocki. 



Paweł Ćwidak - I

Jan Parzybut - II

Szymon Zabrocki - III



MTB, tak jak rok temu wygrał Marcin Sontowski z Morenka Team. Drugie miejsce zajęli Bill i Szymon Belka. Trzecie miejsce zajął debiutant z Czerska - Tomasz Wróblewski. Frapujący wyścig o skrzynkę piwa wygrali Piotr Sternicki i Marek Wrzałkowski. Rywalizacja była zacięta, bo kilka minut później docierały do mnie następne zgłoszenia z zliczenia nagradzanego Budwaiserem punktu.

Marcin Sontowski - I
Szymon Belka - II
Bill - II
Tomasz Wróblewski - III
Marek i Piotr planują "krzynkę"
Na tych terenach planowaliśmy Boro rok temu. Zgody na wstęp do lasu jednak ostatecznie nie było. Gromuś miał przygotowana mapę która nie doczekała się edycji. Układając trasę jeździłem po znanych terenach, jednak kilka nowych i urokliwych miejsc znalazłem. Muszę też kilka słów poświęcić współpracy z Nadleśnictwem. Zwykle rozmowy z tą instytucją są dobre lub bardzo dobre. Kilka było też trudnych. Tym razem relacje były wzorowe. Nadleśniczy zwykle kojarzy się z urzędnikiem pilnującym lasu, Pan Stefan Konczal zdaje się traktować swoją pracę jako misję. Zapewniono mi pomoc z każdej strony i zaoferowano dodatkowe formy współpracy. Generalnie miałem swój interes i byłem petentem. A czułem się jak ktoś ważny.  I tak się teraz zastanawiam, czemu to ciągle takie rzadkie w tym kraju? Tą refleksją doszliśmy do podziękowań:
Dzięki wszystkim za start, za przyjazd z bliska i z daleka. Dzięki za słowa które nas uskrzydlają, cieszymy się z wielu stałych fanów, słyszymy dobre opinie, spontaniczne brawa na koniec - to jest dla nas orgów mega fajne!
Dziękujemy patronowi Borowiackiego - Panu Burmistrzowi Przemysławowi Biesek-Talewskiemu, wspomnianemu Panu Nadleśniczemu i całej leśnej Woziwodzie. Miło nam było też gościć w szkole w Legbądzie. Od wielu lat część nagród sponsoruje nam sklep Natural Born Runners - zapraszamy na zakupy, zwycięzcy zrealizują tam swe bony. Trudno jest zagwarantować obiad o 2 w nocy - dzięki  Na Fali jedliście schabowego i bogatą paprykową zupę.

Na koniec zapraszamy na dwa iksy. Czyli XX Borowiacki - do dwudziestki myślę dociągniemy :)

Protokół czyli wyniki: www.stkczersk.pl