piątek, 20 czerwca 2014

Bilety kupione!

Bilety kupione - odwrotu nie ma!



To decydujący moment każdej wyprawy, od teraz już z górki, wyjazd zbliżać się będzie milowymi krokami.
Przy okazji zrobimy lifting. Zmieniamy nasz baner - o robocie papilar.pl napiszemy niedługo. Na banerze kryje się news: biegamy w drugą stronę: Soczi - Stambuł. Teraz wytłumaczymy parę "myków". Otóż startujemy z Soczi, nie jedziemy jednak do Rosji. Czemu:
- nie znaleźliśmy żadnego kontaktu w Soczi - mimo prób w Polsce i pomocy znajomych Rosjan, wszystkie maile do Soczi pozostały głuche,
- doradzano nam tam nie jeździć, rosyjskie służby mundurowe stać na wiele, w obecnych czasach ryzyko nieprzyjemności wzrosło, dochodziły do nas informacje o deportacjach mimo ważnych wiz - nie chcieliśmy w ten sposób utopić wyprawy,
- po ukraińskich wydarzeniach nie bardzo pałamy sympatią do tego kraju, nie wiadomo też co będzie się działo za miesiąc.

Jak więc uda nam się wystartować z Soczi?
Wizz'em lecimy do gruzińskiego Kutaisi. Dalej marszrutkami do Abchazji - aż po granicę z Rosją. Rosyjską graniczną miejscowością jest Adler - najbardziej na wschód wysunięta dzielnica Soczi. Uff, taki to sprytny-giętki-miętki pomysł ukręciliśmy, najważniejsze, że działa!

Na koniec daty:
wyjazd 21 lipca pociągiem do Katowic
z Warszawy powrót 28 sierpnia
A pomiędzy tymi datami: run, Forest.

środa, 11 czerwca 2014

erc2014.com

European Rogaining Championships 2014 - Orava, Estonia

Najpierw musi być fota lukspolowego Golda:




A teraz o zawodach:
Organizatorzy zasłużyli na 4+/5-. Czyli wysoko, choć standardowo. Wszystko przebiegło sprawnie i solidnie. Nic nie zaburzyło uczciwości wyścigu. Mapa aktualna (choć trochę dróg byśmy dorysowali), PK rozstawione prawidłowo (choć może jeden..., ale nie wiemy na pewno). Te małe braki to:
- zupa na mecie: pewnie była dobra, nie pamiętam, ale brak jakiegoś konkretu, pasty chociaż, zupą najem się po rajdziku a nie po ciężkim napieraniu,
- baza: nocleg w szkole tylko na pre-noclegu, potem wypad, no jak się przywozi ME do jakiejś malutkiej gminy, to tam chyba stan wyjątkowy powinien zaistnieć i lekcje mogliby zacząć z opóźnieniem udostępniając drugą noc, może jednak też orgom się śpieszyło do domu?
- zimny prysznic w malutkim namiociku, gęsto od luda, czekanie, i może byłoby ok - ale obok nowiuteńka szkoła, a tam ciepła woda, prysznice i zakaz wstępu (jak się okazało łamany).
Jeśli ktoś pomyśli że się czepiam - nie, oceniam zawody wysoko.

O młodych:
Atutem Oli i Szymona miało być to, że pociągną całe 24 godziny. I tak w zasadzie było. Sądziłem że w juniorach to może być wystarczająca przewaga i tak też było. Obawiałem się jednak nawigacji. Gdy więc po 2 godzinach rajdu trafiła nam się mijanka i Szymon zameldował godzinę wtopy - zacząłem wątpić. Gdy dotarliśmy na bagna - to znowu załamka. Tu sugerowałem im wczesne wejście po tłuste punkty myśląc, że teren będzie łatwiejszy. Z późniejszej relacji naszych superweteranów dowiedziałem się, że radzili tam sobie świetnie. Słabsza konkurencja sprawiła, że ich przewaga nad srebrem była olbrzymia. 

Z mojej strony:
Chyba się starzeję, bo przed zawodami czułem strach przed bólem ostatnich godzin ganiania. Nie oczekiwałem jak zwykle startu, chciałem go odsunąć jak najdalej. No oczywiście start się odbył planowo i trzeba było jak zwykle zachrzaniać. Jeśli za partnera ma się Andrzeja Buchajewicza, to zachrzanianie ma twarde, konkretne i wyraziste znaczenie. W pełni zdefiniowany wzorzec. No, ale się udało. Co można było wybiegać - wybiegliśmy. W zasadzie równym tempem przez 24 godziny. Nie dało się na bagnach i zarośniętych przecinkach, na azymutach po porębach, nierównych ścieżkach. Generalnie jestem zadowolony. Pół roku mocniejszego treningu zadziałało. Trasę pokonaliśmy sprawniej niż w Barcelonie. Trafił nam się jeden błąd, który raczej wyniku by nie zmienił. O ile w Barcelonie medalu się nie podziewałem, to teraz na mecie sądziłem że powinno wystarczyć. Zonk! Konkurencja okazała się mocniejsza niż rok temu. Więc miejsce czwarte. Wyprzedzili na goście którym dołożyliśmy w Barcelonie. Ale i wygraliśmy z tymi, którzy byli od nas wtedy lepsi.

Luźne:
Czemu jak ktoś biega na 1000 metrów to zaciska zęby tylko na ostatniej prostej. My musimy przez ostatnie 1-2 godziny...
Bagna - super teren. Kilka kilometrów kwadratowych, ciachaliśmy ścieżkami jak arbuza nożem.
Zero zwierząt (ssaków). Widzieliśmy sztuk zero. W Borach to na każdym treningu się sarenka trafia.
Panie. W duchu klaskaliśmy trzem damskim zespołom. Pierwsze to takie trochę puszyste, niemłode i z wyglądu zupełnie nierajdowe Rosjanki. W 1/3 rajdu, w słońcu, trzymały się nas podbiegując i dotrzymując kroku w marszu. I zespoły 196 i 203 (Estonki i Rosjanki) spotykane na kilku PK tego samego wariantu. Trzymały się nas w biegu luźno rozmawiając, dobrze nawigowały.
I ostatni klimat: komary, meszki, końskie muchy. Do dziś się drapię...

nasz track (robi się)


wtorek, 10 czerwca 2014

Dziś wycieczka...

...jutro rajd.

Nie mam jeszcze wszystkich fot, ale te z smartphona na dziś wystarczą. Tak więc na drodze do i z Estonii trochę postaraliśmy się pooglądać. Starówka Tallinna reklamy nie wymaga.To światowy top. I dziwne, że komunizm tego nie wykasował. Więc oto kilka szybkich komórkowych pstryknięć:


Ja mam takiego małego hopla - latarnie. I tym latarniofilstwem tudzież faromaniactwem udało mi się zarazić pewnego cervezocholika - Janka Gracjasza (zaprzyjaźniony team super veteranów). I tak razem przegnaliśmy trochę towarzystwo po latarniach:
 
latarnia Ninaküla, w towarzystwie cmentarnych trojaczków, nad jeziorem Peipus. 
Albo Pepsi - tak je przechrzciliśmy.
 No a w powrotnej drodze weszliśmy na estoński Mount Everest, tu zwany Suur Munamagi. Ten wzoszący się na 318m gigant to jeden z trójki tzw Wielkiej Korony Pribałtiki. Szczyt zaszczycił nasz klubowy "jełop":


A jutro,  jak się uda, będzie o zawodach, działo się.

sobota, 31 maja 2014

Pożegnanie Barcelony...

...powitanie Estonii.


na mecie po 24h ganiania
click - strona zawodów


Styczniowe hiszpańskie medale z ME w rogainingu 2013 czas schować głęboko w szafie. Teraz przyjdzie walczyć o nowe. Łatwo nie będzie i powtórka z historii się nie przydarzy. No, ale tanio skóry nie sprzedamy. W miasteczku La Llacuna w poszczególnych kategoriach zdobyliśmy:

WJ złoto, Agnieszka Pozorska i Ola Momot - STK LUKS "Pol" Czersk
MJ złoto, Filip Fierek i Piotr Nowak - STK LUKS "Pol" Czersk
MV brąz, RL (STK LUKS "Pol" Czersk) z Andrzejem Buchajewiczem (Rotmanka)
MSV złoto Andrzej Krochmal i Jan Gracjasz - Warszawa

Dla dociekliwych mapa i mapa-film oraz relacje: film 1(nasi po 4 minucie), film 2 i film 3. Po hiszpańsku.

Teraz czas na estońską Oravę. Na zdjęciu lukspolowa część ekipy (Ola Momot i Szymon Zabrocki, z dyrektorem).

click - strona zawodów

poniedziałek, 26 maja 2014

Po-Borowiackim


XIV Boro za nami. 

Kilka historii było. Na przykład burza. Wcale nie mała - wielu zawodników cofnęła do bazy, a dzieciom niemal odwołaliśmy ostatni etap. Nie mieliśmy klamerek, a karty startowe jakoś trzeba było suszyć. Niektórzy startowali ambitnie - był gość, który punkty 7A i 7E zgarnął w 13 minut. Starwormser znowu coś zgubił - tym razem kompas i niezbędne wycinki z mapy. A trzech biegaczy zgarnęło więcej punktów niż rowerzyści!
Rogaining wygrał Andrzej Buchajewicz zdobywając 117 punktów. O niemal 20 punktów wyprzedził najgroźniejszych rywali oraz najlepszych rowerzystów. Drugi Paweł Ćwidak i trzeci Karol Wroński nazbierali 99 punktów. Gromuś i Krzysiek nie obronili swojego zeszłorocznego mistrzostwa. Najlepsi wśród juniorów - Agnieszka Pozorska i Mateusz Cherek mieli 56 pkt.
Na MTBO nalepsi okazali się rowerzyści z Kościerzyny - Marcin Synakowicz i Paweł Kamiński. Byli trochę szybsi od Marcina Owczarskiego który tak jak oni wyjeździł  97 punktów. Na trzecim miejscu zaledwie o jeden punkt mniej - "nasi": Szymon Belka i senior Marek Redlarski.
W Pucharze Polski młodzików startowano na trzech etapach: biegowym, miejskim i typowo inowskim. Dwa pierwsze zespoły nasze LUKS-polowskie: Tomasz Czarnowski i Hubert Socha pierwsi, Grzegorz Kotlęga i Patryk Pliszka drudzy. Brąz dla Osia - Filip Chudecki i Jakub Torbicki.
Dziękujemy Julce, Patrycji, Magdzie i Justynie za pomoc w czynie. A sponsorom za środki które zapewnili: Gmina Czersk, Zrzeszenie LZS, Natural Born Runners, Jubiler Smorczewski.

Już teraz zapraszamy na jubileuszowy XV. Coś extra pewnie wymyślimy :)

wtorek, 13 maja 2014

Boro XIV

Zapraszamy na czternaste Boro.


click it - regulamin


Od dwóch lat Borowiacki rozgrywamy w formule rogainingu. To 8 godzin hasania po lesie na orientację z pełną mapą. Tym razem dookoła Karsina. W zespołach 1-2 osobowych rozgrywamy różne kategorie: męską, żeńską, mieszaną. Łączymy je z wiekiem: open, juniorzy, weterani, superweterani. Np. MV to mężczyźni weterani (powyżej 40 lat), XJ to mieszani juniorzy, WSV to panie powyżej 55 lat. W open (MO, JO, XO) - startują wszyscy, niezależnie od wieku.
Nie zabraknie też trasy rowerowej - MTBO. Ostatnie logi treningowe sygnuję ikonką roweru - to dowód, że do każdego z punktów kontrolnych dojechałem rowerem. 
Największa frajda czeka najmłodszych - na nich czekają aż trzy etapy rangi Pucharu Polski Młodzików:
- "InO ♥ BnO" w czerskim parku w sobotę rano,
"InO ♥ Czersk" w Czersku, w sobotę po południu,
"InO ♥ las" ostatni, nocny etap w karsińskich lasach.
linki:
regulamin
zgłoszenie


niedziela, 4 maja 2014

Zaproszenie na Armageddon!

click it

To nie plakat filmowy. To nie ostrzeżenie z czasów zimnej wojny. To zapowiedź najbliższych zawodów InO w cyklu Pucharu Borów Tucholskich. Ekipa Star Worms przygotowuje swój Wormsak No. VIII. To już ósmy, ja pamiętam pierwszy i prawie wszystkie inne. Ostatnio KNowak mnie mocno przeciągnął po swojej mapie. Podziwialiśmy też drewnianą mapę-wypalankę Zidka. Teraz pewnie też czymś niespodziewanym nas przyjmą... Ja się już zapisałem i będę - w sobotę 10 maja w Malikach Górnych.