wtorek, 22 marca 2016

Zima mija.



Pierwszy dzień wiosny, słoneczny, idealny na przebieżkę. Ale trzeba też pożegnać zimę, z którą wszyscy się raczej chętnie rozstają. Wrócę więc do stycznia. Miałem wtedy okazję pobyć w Tatrach w ramach kursu zimowej wspinaczki. Kurs organizował Polski Klub Alpejski, opiekowali się nami Boguś Magrel i Maciej Westerowski. Miejsce świetne - Chata przy Zielonym Plesie, u stóp Małego Kieźmarskiego - ponoć najwyższej ściany w Tatrach.Kurs był intensywny. Tylko raz w ciągu tygodnia byłem w stanie wygospodarować godzinę na trening, a i tak się spóźniłem. Co robiliśmy? Najwięcej to węzły...
Węzły nie brzmią atrakcyjnie. Ale najlepiej je wykonywać odruchem bezwarunkowym. Niestety pomału wszystko się zaciera, a okazji do przypomnienia raczej nie widać. A z ciekawszych zajęć:
- wspinaczka po wodospadzie: dwa czekany, raki, i do góry,
- hamowanie czekanem na stoku, w zjeździe na plecach głową w dół,
- szukanie plecaka imitującego przysypane lawiniskiem ciało,
- wyciąganie liny z wargi szczeliny (to dopiero była gimnastyka).
Prowadzący byli bardzo wymagający, wiedzy praktycznej i teoretycznej sporo i o wyniki egzaminu wszyscy się bali. Ale kursanci się nie dali. Kurs na duży plus. Jedyny minus to brak wyjścia na jakąkolwiek górę, które będąc na wyciągnięcie ręki kusiły strasznie. Wszystkie zdjęcia - Maciej Westerowski.

szukamy plecaka, mamy 20 min aby przeżył

poniedziałek, 15 lutego 2016

po-Koperskim

Wydawało się że spotkamy podróżnika który gra na pianinie. Okazało się, że to wieloletni zawodowy muzyk, który w pewnym momencie przestawił swoje życie na podróżnicze tory.


Kolejny "Wieczór z dalekiej podróży" za nami. Opowieści o Syberii niesamowite. Podobnie film Rafała jak i jego opowieść o podróżniczych perypetiach zasłyszana ekskluzywnie w czasie obiadu. O wrażeniach można przeczytać "na Czersku".
Strasznie mnie zawiodła publiczność - czyli jej brak. Starałem się indywidualnie dotrzeć do różnych nauczycieli, u siebie w LO też robiłem co mogłem. Perły między wieprze...
Ale ci którzy przybyli ratowali sytuację swoim zaangażowaniem w dyskusję, autentycznym zainteresowaniem, nie zabrakło wśród nich podróżników także syberyjskich. Gogol przypomniał się panu Romualdowi z powodu map które kilkanaście lat temu od niego otrzymał wyjeżdżając nad Bajkał!
Mnie Syberia raczej nie kręci, nie jest to świat który mnie wzywa. Ale zainspirowany kończę właśnie czytać opowieść o samotnym spływie Leną - świetna książka pełna prostej, prawdziwej, chłopskiej filozofii. Wszystkim też polecam wygrzebany w necie artykuł o syberyjskim Czersku!








sobota, 6 lutego 2016

Wieczór z dalekiej podróży.



Rok temu gościliśmy Piotra Kuryło oraz Tomka Plichta z Ostrzyc. W tym roku odwiedzi nas Romuald Koperski i Rafał Kuzimski. Czekają nas opowieści o najdalszych syberyjskich pustkowiach, zimowe przeszywające mrozem, letnie pełne komarów. Pan Koperski może zadziwiać z różnych powodów - np. rekordem Guinessa w długości fortepianowego koncertu. 
Zawsze staramy się zapraszać podróżnika z naszych okolic. Ta rola przypadła Rafałowi Kuzimskiemu, którego poznaliśmy jako organizatora kilku inowskich zawodów w Osiu. Zaprezentuje nam prezentację z ubiegłorocznych "Kolosów", a w niej wyprawa po krajach poradzieckich "stanów" i wejście na Peak Lenina. 

Środa, 10 luty
Dom Kultury w Czersku
godzina 14.00
organizator - STK LUKS "Pol" Czersk



Tym czołgiem Romuald Koperski docierał na syberyjskie kresy


Rafał Kuzimski na Peaku Lenina

wtorek, 22 września 2015

Wystawa w Rozewiu.



Od września, pewnie do końca sezonu na latarni w Rozewiu (konkretnie to w przeznaczonej na ten cel stodole) można zobaczyć wystawę naszych zdjęć. Są na nich latarnie fotografowane na naszej wyprawie, ale i kilka innych fotek dokumentujących podróż. Godziny otwarcia są na stronie latarni: Rozewie. A tak od kuchni - razem około 30 zdjęć, są nie na papierze a na specjalnej pleksie, jedno kosztowało ponad dwie stówy... Przy okazji można wejść na latarnię (w zasadzie obowiązkowo). Niedaleko jest druga, nieczynna latarnia - która po generalnym remoncie ma być udostępniona do zwiedzania za jakiś czas. A ciekawostką może być fakt wiernego odtworzenia optyki (soczewki Fresnela) z pleksi. Pewnie nikt nie wie co to soczewki Fresnela, więc dopowiem - odtworzenie tego czegoś wymagało wielkiej fachowości (podobno jeszcze tylko w Stanach jakiś gość też to zrobi).




poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Najazd na Skandynawię.



Wróciłem właśnie ze skandynawskich szczytów. Udało się zrealizować cel wyprawy - dwie młode dziewczyny (licealistki), mimo braku wcześniejszych doświadczeń górskich zdobyły "Koronę Skandynawii". No, może nie do końca - problemy zdrowotne wyeliminowały Patrycję z wejścia na Galdhøpiggen, więc honor ratowała Weronika. Nie zawsze było łatwo, mnóstwo czasu spędziliśmy w samochodzie, niewiele pojeździliśmy na rowerach. Wartość wyprawy można  mierzyć "ilością nowości". Dla mnie to był pierwszy pobyt: w stolicy Szwecji, za kołem podbiegunowym, w Finlandii, no i na wspomnianych trzech najwyższych szczytach. Dla dziewczyn pierwsze mocniejsze zetknięcie z turystyką, z dala od ciepłego łóżka, rodziców i przygotowywanego przez nich jedzenia. Szczegóły pomału  opisują dziewczyny tutaj, ja też wrzucę trochę na blog.




niedziela, 2 sierpnia 2015

Scandinavian summits





Wakacje mijają szybko, teraz przyśpieszą. Bo na wyprawach czas zawsze szybko leci. Teraz zakręci nami Skandynawia, gdzie chcemy wejść na najwyższe szczyty gór Szwedów, Finów i Norwegów. Sporo czasu spędzimy w samochodzie, 5 - 6 tys km. Ale codziennie rowery, no i trekking na szczyty. Chcieliśmy jeszcze zaliczyć Nordcap, ale to dodatkowy 1000km i kolejny dzień w aucie. Tundra Laponii za kołem podbiegunowym musi nam dostarczyć wrażeń północy. Jedzie ekipa STK Czersk: Patrycja i Weronika z LO, Rafał z Bytoni - jako wynajęty kierowca, ja jako opiekun. Dziewczyny dostały zadanie: założyć bloga. I oto on (click), wspomnienia po powrocie:




czwartek, 16 lipca 2015

Zawsze fajnie dostać medal.



 
Run Forest run już od roku za nami, a ciągle ożywa. Piszę tego posta trochę późno, bo jakoś miesiąc temu miałem przyjemność być gościem w gdańskim Narodowym Muzeum Morskim. Opowiadałem tam o naszej wyprawie, pokazywałem latarnie. Honory muszę oddać Towarzystwu Przyjaciół Narodowego Muzeum Morskiego, które dołożyło sponsorską cegiełkę (w zasadzie cegłę) do naszej wyprawy. Wręczono też nam okolicznościowe medale i jesteśmy ich dumnymi posiadaczami. Rafał w był nieobecny. Dziwnym trafem w tym samym czasie otrzymał dwa medale - za "Sudecką Setkę" w górach i ten, nad morzem...

Pan po prawej - prezes Fryderyk Tomala, Pan po lewej - vice Apoloniusz Łysejko